Bielik jest największym rodzimym drapieżnikiem wśród ptaków, a jego rozpiętość skrzydeł może sięgać aż do 240 cm.
|
ZAREJESTROWANI
Ostatni Tobiasz
Dzisiaj 0
Wczoraj 0
Wszyscy 4520
UŻYTKOWNICY
Goscie 432
Zalogowani 0
Wszyscy 432
Jeste anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikajšc tutaj Jeste stałym użytkownikiem Pogawędek Wędkarskich - kliknij tutaj aby zalogować się!
|
 |
 |
 |
 |
mario_z: Dzisiaj na wodzie pięć
godzin, niestety tylko
jedno branie i jedn ...(19105) Dec 04, @ 16:56:10
lecek: Na koniec sezonu
ponowny wypad nad
zalew do Gródka z
muchą szczup ...(19105) Nov 25, @ 19:22:09
mario_z: Dzisiaj zero brań,
zima wygoniła mnie z
jeziora :mrgreen
:twist ...(19105) Nov 21, @ 12:28:29
mario_z: Wczoraj słabiutko,
jedna ryba na kiju,
prawdopodobnie
sandacz, sp ...(19105) Nov 14, @ 07:31:58
mario_z: Tydzień temu w środę
nędza, nawet
pstryknięcia za to
dzisiaj kilk ...(19105) Nov 11, @ 18:15:03
spining: Panowie,
jak ja Wam zazdroszczę
tych wypadów. Ja mam
rok wyjątko ...(19105) Nov 05, @ 07:20:04
mario_z: [quote:dfb24d240b="spi
ning"]Panowie,
jak ja Wam zazdroszczę
tych ...(19105) Oct 31, @ 09:45:49
spining: Panowie,
jak ja Wam zazdroszczę
tych wypadów. Ja mam
rok wyjątko ...(19105) Oct 28, @ 08:08:14
mario_z: Dzisiaj na wodzie od
7;30 do 12tej, wynik
to cztery szczupaki na
...(19105) Oct 22, @ 20:53:46
mario_z: W piątek 17
pidziernika cztery
godziny na wodzie i
tyko jeden szc ...(19105) Oct 19, @ 19:10:43
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
|
|
|  |
Dorsze w Jastarni
Opublikował 17-05-2008 o godz. 09:15:00 Monk |
Sacha napisał
Gdzieś tak w marcu padło hasło "dorsze" - pewnie że jadę!!!
Impreza organizowana przez jednego z producentów dla osób współpracujących z tą firmą. Organizator dla tych osób wynajął wychodzący z Jastarni kuter "Passat", a dla nas - czyli 5 osób zaprzyjaźnionych z firmą + prezes firmy - na pokładzie 8 czy 9 m łodzi.

W niedzielę wypływamy po 9.00 i "Passat" i my pływamy po wrakach naokoło półwyspu helskiego. Z "Passata" mamy informacje o 7,5 kg później o 8 kg czyli na "Passacie", na którym rozgrywane są zawody towarzyskie jest nieźle - u nas padają 1,5 kg do 2 kg.

Na jednym z wraków coś mi siada na pilkera. Kołowrotek mam dobrze wyregulowany, co jest …błędem. Okazuje się, że na wrakach hamulec ma być dokręcony na maxa, ale za późno się dowiedziałem o tym. Czułem tylko, że ryba płynie w poziomie i nie mogę jej za nic podnieść, a jak weszła w zaczep, o co na wraku jest łatwo, to sprawa była przegrana. Nie powiem abym był spokojny - wiązanie nowej przynęty musiało poczekać, bo łapki latały.
W sumie na 6 łowiących padło 17 czy 18 dorszy w rozmiarze 1,5-3 kg.

W/g osoby za sterem powinniśmy wypłynąć następnego dnia z samego rana, bo wiadomo, że rano biorą. I tak uczyniliśmy-spożycie wieczoru poprzedniego zostało ograniczone. Miałem nawet się powstrzymać, ale organizmu nie oszuka (weekend) i jakieś 2 piwa przyjąć musiałem.
O 6.00 w poniedziałek wyjście z portu - no może przesadzam… w pół do siódmej było. Pierwszy wrak, drugi wrak, ..., czwarty i kolejne i szlag jasny - 2 dorsze na pokładzie! Na "Passacie" też bryndza. Tego dnia mamy wracać do W-wy czyli 450 km jazdy przed nami, a że dochodzi południe a ryb nadal brak decydujemy, że powoli kierujemy się w stronę portu. Szyper decyduje, że przerobimy jeszcze dwa małe wraki i spływamy - u niego też zniechęcenie przebija z głosu. W akcie desperacji na żyłce, na którą mam dowiązaną do plecionki, wiążę jedną przywieszkę i zakładam Fishhuntera chyba 7 cm na sporym haku, na dole wisi pilker. Hamulec dokręcony na maxa, jestem przygotowany- nie tak jak wczoraj.
Napływamy na wrak leżący na głębokości niecałych 50 m,do brzegu jest niewiele ponad 1km. Opuszczamy przynęty i mnie pierwszemu coś siada, ale siada tak, że i ja przysiadam z wrażenia. Tym razem jestem przygotowany z hamulcem, co okazuje się niekoniecznie właściwe. Kilkanaście sekund mocowania się z rybą na sztywno ze szczytówką w wodzie, próby podniesienia jej z wraka skończyły się spadnięciem dorsza. Po wyciągnięciu zestawu okazało się że dorsz wisiał na przywieszce i nie wytrzymał węzeł na żyłce 0,35 mm. W pierwszej chwili wędkę z kołowrotkiem chciałem posłać lotem koszącym w dal, ale w sumie wędka wytrzymała, kołowrotek też, a że węzeł nie wytrzymał?
Koleżeństwo za to zaczęło mieć brania: 4,6 kg i radość kolegi, domaganie się piwa dla najlepszego itd., itp., na co kolejny odpowiada 8,8 kg.Podpływa do nas kuter z Helu, na którym jest kilku wędkarzy, wpływa w łowisko i też próbują łowić. Być może ich szyper widział przez lornetkę hole u nas, ale tak z tego co wiem, nie powinien tak postępować - żeby wciskać się na innych!?!? Płyniemy na inne miejsce 300-400 m dalej też z jakimś wrakiem.
Tam padają 6,6 i 6,5, jakaś 4 i 5, no i 13,8 kg.

Prawie 14 kg dorsz wygląda jak żaba: ogromny łeb, wyłupiaste ślepia. Co ciekawe, skórę ma porośniętą glonami czyli trochę na tym wraku pomieszkał. I okazuje się nawet bardzo powolne wyciąganie ryby nie służy jej zdrowiu. Zapewniam wszystkich, że dorsz do powierzchni był wyciągany bardzo powoli (niech ktoś spróbuje prawie 14 kg przeciągnąć przez 50 m wody), a mimo to pęcherz wyszedł mu przez gardło.
Po urwaniu już nie łowiłem, bo mnie szlag trafił i pewnie jakbym drugi raz coś urwał, to bym wędkę do morza jednak wyrzucił.
W sumie towarzystwo połowiło, ja spędziłem kilka dni z kolegami, więc wyjazd udany. A to, że nie połowiłem??? A czy to jest najważniejsze?
I pytanie konkursowe:
Pilkerów jakiej firmy używaliśmy łowiąc dorsze?
Sacha
|
| |
|
|
| | Komentarze sš własnociš ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialnoci za ich treć. |
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Dorsze w Jastarni (Wynik: 1) przez Monk (maciej.wroblewski1@wp.pl) dnia 17-05-2008 o godz. 09:33:53 (Informacje o użytkowniku | Wylij wiadomoć) | | Nie mam najmniejszych wątpliwości: pilkery pochodziły z kuźni wujka Bronka... z Kisin!! ;) |
|
|
Re: Dorsze w Jastarni (Wynik: 1) przez Robert (gosia67600@orange.fr) dnia 18-05-2008 o godz. 14:22:53 (Informacje o użytkowniku | Wylij wiadomoć) | Mniam, dorszyk świeżutki, niebo w gębie :-).
Już tyle razy obiecywałem sobie taką wyprawę, ale zawsze, coś musi stanąć mi na przeszkodzie.
Jak zwykle Sacha wykonałeś dobrą robotę, podoba mi się atmosfera, którą opisujesz, pełen luzik :-).
Pozdrowienia :-).
|
|
|
|