Czy wiesz, że...
Podstawowym elementem wyposażenia łodzi wędkarskiej są:
- pasy/kamizelki ratunkowe w ilości odpowiadającej ilości ludzi na łódce;
- koła ratunkowe /z linką o średnicy 8-10 mm i długości 25 m/- łódź z napędem mechanicznym - 1
bez napędu mechanicznego - 2
- gaśnice - gdy łódź nie przekracza 10 m - gaśnica proszkowa 2 kg /1 dla silników 5-100 kW + 1 na każde następne 100 kW/

Konto/logowanie
Members List ZAREJESTROWANI
 Ostatni Tobiasz
 Dzisiaj 0
 Wczoraj 0
 Wszyscy 4520

 UŻYTKOWNICY
 Goscie 3
 Zalogowani 0
 Wszyscy 3

Jesteœ anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikajšc tutaj

Jesteœ stałym użytkownikiem Pogawędek Wędkarskich - kliknij tutaj
aby zalogować się!

Na forum napisali
lecek: W uzupełnieniu Wrocek na kanale. ...(435) Sep 18, @ 10:02:39

mario_z: Dzisiaj z córką Natalką ponownie odwiedziliśmy łowisko w Jedlance ...(435) Sep 16, @ 21:27:09

lecek: Niestety, mój bolek był najmniejszy. 89 miejsce. Gdybym zapun ...(435) Sep 13, @ 09:14:11

lecek: No tak, to my sie nigdy nie stykniemy. ...(435) Sep 12, @ 18:32:15

the_animal: We Wrocku był też Dzepetto i Banio - jakieś tam 20ste któreś miej ...(435) Sep 12, @ 17:04:01

mario_z: No cóż... powiedziałbym, że sytuacja typowa... gdzie Ty tam zwy ...(203) Sep 12, @ 16:16:05

mario_z: Nie jest tak źle [quote:98cad1fcd9="lec ek"]Zaliczyłem ...(435) Sep 12, @ 16:10:05

lecek: Super skuteczny k ...(203) Sep 12, @ 13:58:43

lecek: Zaliczyłem w ostatni weekend Street Fishing we Wrocku. Edycja 24 ...(435) Sep 12, @ 13:54:51

lecek: Jak zawsze kolo dał z siebie co mógł. I zwinął nagrody. Pewnie ni ...(435) Sep 12, @ 13:49:03


Artykuły komentowali
farti w ''Znowu Ta Szwecja'': Przeglądałem 3x zdjęcia , czegoś mi brakowało. Po prostu zabrakło na nich mo...
darogryf w ''Znowu Ta Szwecja'': Krzysiu wielu schowało się pod blatem. i do kraju nie wrócili.
Darek w ''Znowu Ta Szwecja'': Gratuluję udanej wyprawy, tym bardziej że w tym roku Szwecja nie darzy rybam...
krzysztofCz w ''Znowu Ta Szwecja'': Tyko dla swoich, Kamil, tylko dla swoich... :-)
Tiur w ''Znowu Ta Szwecja'': a co to za skrót nad "nickami"??
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Jak miałeś dostać jak Cię nie było? Należy Ci się koszulka ale drogo wychodz...
krzysztofCz w ''Znowu Ta Szwecja'': Nie byłbym rzepem gdybym nie spytał dlaczego ja nie mam takiej koszulki tylk...
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Oprócz wspomnień jeszcze jest schodząca tu i tam skóra i brązowe plamy na s...
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Rób plany, maj już niedługo :)
wlodek w ''Znowu Ta Szwecja'': I nam ta "piąta" się podoba! :)

Rozmaitości
» Pomocnik
» Regulamin PW
» Przeszukiwanie zasobów
» Przeszukiwanie forum
» Łowca Okazów 2010
» Grand Prix Czatu
» Prognoza pogody
» Ośrodki i stanice wędkarskie
» Rejestracja łódki
» Interaktywne krzyżówki

Recenzje
· JAXON ZX MACHINE 400
· MacTronic NICHIA HLS-1NL2L
· TUBERTINI GORILLA UC4 FLUOROCARBON
· Daiwa Exceler Style F
· Namiot Fjord Nansen
· Mikado NSC Feeder
· Wędzisko Mikado NSC 360 Feeder Nanostructure
· Mistrall Bavaria 2,7
· żyłka DUAL BAND
· Mikado T-Rex Bolognese 600

Filmoteka
Sum 200cm

Dodał: avallone78
Dodany: 14th Feb 2011
Odsłon: 246
Ocena: 0.00 Ocen: 0

X targi Na Ryby ZAJAWKA

Dodał: jarecki74
Dodany: 19th Mar 2010
Odsłon: 171
Ocena: 1.00 Ocen: 1

Boleń Wojtka

Dodał: wojto-ryba
Dodany: 23rd Dec 2009
Odsłon: 209
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 5/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 374
Ocena: 5.00 Ocen: 4

Żerowanie karpi 4/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 255
Ocena: 5.00 Ocen: 2

Żerowanie karpi 3/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 287
Ocena: 4.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 2/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 245
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 1/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 289
Ocena: 2.00 Ocen: 1

Sum Odrzański

Dodał: jarokowal
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 585
Ocena: 5.00 Ocen: 3

Hol suma

Dodał: Marek_b
Dodany: 22nd Mar 2009
Odsłon: 457
Ocena: 5.00 Ocen: 3


Sandacz metrówka - rekord życiowy!
Opublikował 24-04-2010 o godz. 08:20:00 Monk
Bajania i gawędy Jotes napisał

Jest przepiękne, słoneczne i ciepłe popołudnie. Na niebie zero chmur, a w prognozach nie zapowiadają żadnych burz. Znudzony już tym siedzeniem w domu, postanowiłem pojechać na noc za sandaczem.



Paczkę trupków mrożonych miałem w zamrażarce, spakowałem do coolerbag’a, kanapki do torby i termos z herbatą, wsiadłem do auta i nad Sulejowskie…

Na wodzie byłem tuż przed godziną siedemnastą. Od razu skierowałem łódź w swoje ulubione miejsce. Przy takiej flaucie, zajmie mi to nie więcej niż godzinkę.
Po drodze upajałem się widokami mnóstwa ptactwa wodnego, a w górze majestatycznie szybował rybołów. Woń wiosny była już bardzo wyraźna. Z lasu dochodziła mnie woń świeżej żywicy, a woda aż pachniała rybą, która chyżo oczkowała na powierzchni. Widziałem też kilka ataków boleni, których w tej wodzie nie brakuje i nie były to żadne maleństwa. Oceniałem je na minimum pięć kilogramów. Przewidując, że zastanę takie widoki, nie zabierałem ze sobą spinningu, by nie tracić czasu na uganianie się za tymi duchami.
Ciesząc oczy, obudzoną już na dobre przyrodą, odjechałem myślami w przeszłość. Do poprzednich nocy na wodzie, kiedy brań było naprawdę sporo, a kontakt z metrowym sandaczem zdarzał się raz na kilka wyjazdów. Ech! To były czasy! Czy teraz możliwe jest jeszcze złowienie takiej ogromnej ryby w tej przełowionej wodzie? Byłem dobrej myśli. Cóż, zawsze pozostaje nam nadzieja…

Na miejsce dopłynąłem zgodnie z przewidywaniami. Od razu zacząłem szukać JEJ, mojej fenomenalnej górki. Łączył mnie z nią sentyment, niewidzialna siła mnie do niej przyciągała. To przy niej było jeszcze jakiekolwiek życie pod wodą. I tu, w jej okolicy połowiłem w ostatnich latach największe ryby. Była w niej magia, niewidzialna siła!
Kształtem przypominała kobietę, młodą i zgrabną kobietę od pasa w dół. Tak, tak! To nie jest wcale przesada! Od jednej strony napływając, wyglądem przypominała kobiecą talię, smukłą, wciętą, a tuż opodal wyraźnie się wypłycało, przypominając jędrne pośladki młodziutkiej dziewczyny, by po chwili znów nieznacznie opadać dwoma odnogami, jak udami tejże. Pomiędzy tymi odnogami i po ich bokach, dno znacznie już opadało, aż na głębokość 10,8 m…

Opłynąłem ją dokładnie badając, co znajduje się w jej pobliżu, czy widać sandacze? Oczywiście były tam, ustawione jak wojsko. Jedne czatowały przyklejone do dna, tuż za wypłyceniem od strony głębokiej wody, ale te mnie nie interesowały. To były niewielkie ryby. Ot! Może do dwóch kilogramów?
Zawsze napływałem tu, od strony tych dwóch odnóży i zarzucałem zestawy na tą „talię kobiecą”. Rzekłby kto: od tyłu. I to właśnie „talia” interesowała mnie najbardziej, bo na niej ustawiały się największe ryby. Opłynąłem ją więc dokładnie. Są! Widzę kilka ogromnych łuków na ekranie echosondy. Bez wątpienia sandacze, ustawione na samym dole skarpy. Czekały już na porę żerowania.

Napłynąłem więc od przeciwnej strony i postawiłem cichutko dziobową kotwicę. Po wyprostowaniu się linki na całą jej długość, wypuściłem kotwicę na rufie. Naciągnąłem dziobową linkę – gotowe!
Teraz zająłem się wędziskami. Kije wożę zawsze przygotowane i spięte gumką. Nie minęło nawet dziesięć minut i oba zestawy wylądowały tam, gdzie spodziewałem się brań tych dużych ryb. Rozłożyłem się wygodnie na dziobie. Obok siebie postawiłem torbę z jedzeniem, nalałem sobie gorącej herbaty i czekałem. Czekałem na pierwszego sandacza w nowym sezonie. Po około kwadransie głośny dźwięk dzwoneczka, poderwał mnie na nogi. Kątem oka widziałem, jak nagle strzelił do góry, na jakieś 20 cm i zawisł nieruchomo.
- E, chyba coś trąciło w linkę przepływając pod zestawem - Postanowiłem nie ruszać niczego, nie przerzucać, zaczekać do końca. I nie myliłem się, bo dzwonek nadal wisiał nieruchomo.

Upływające jakoś dziwnie szybko godziny, uprzytomniły mi, że to już zachód, że za chwilę słońce tak ochoczo przygrzewające, schowa się za lasem i nastąpi zmrok. I tej pory niecierpliwie oczekiwałem, o tej właśnie porze, wypełzają ze swoich nor największe sandacze.
Jeszcze tylko korzystając z okazji do zrobienia fotki zachodzącego słoneczka, sięgnąłem po aparat. Przygotowałem się i czekałem, aż swoją tarczą zacznie dotykać krawędzi lasu. Udało się, zrobiłem kilka ujęć i schowałem na powrót cyfraka. Otworzyłem piwo i znów zacząłem rozmyślać, gdy nagle jeden z dzwoneczków drgnął niezgrabnie i powolutku zaczął przesuwać się wraz z żyłką do góry.
- Jest branie – pomyślałem – Tym razem nie mam już wątpliwości!

Nie podnosząc się z miejsca, odpiąłem dzwonek, podkręciłem żyłkę i zaciąłem. Kijek do 140 g ugiął się tylko nieznacznie, lekko zapulsował i ryba poddała się. Po wciągnięciu do łodzi, okazało się, że ma na oko 1,8 kg. Tak też się spodziewałem, jako pierwsze zawsze biorą te mniejsze. Zresztą, była dopiero 20.30, a to nie jest jeszcze czas na duże sandacze. Te, najlepiej żerują od 21.30 - 22.30, potem albo zanik brań, albo znów te małe.

Choć planowałem zabrać dzisiaj coś na grilla, to jednak tego sandacza od razu uwolniłem. Pierwszy w tym sezonie, miał do tego pełne prawo.
Nanizałem na przypon następnego trupka płotki i zarzuciłem zestaw, lecz odrobinę dalej – na skraj „kobiecej talii”. Znów rozsiadłem się wygodnie na dziobie, pociągnąłem solidny łyk piwa i na nowo zacząłem rozmyślać.

Minęła dobra godzina, gdy wybudziłem się z letargu, spojrzałem na zegarek. Była dokładnie 21.37, gdy nagle i z wielkim hukiem, dzwonek strzelił o blank wędziska. Nie było zabawy, drgań jak w konwulsjach, powolnego podciągania. Dzwoneczek, jak stał na podłodze łodzi, tak w ułamku sekundy znalazł się pod kijem, aż szczytówka się ugięła pod ciężarem dużej ryby. Nie miałem w tym momencie żadnych wątpliwości. To był duży sandacz! Schyliłem się błyskawicznie, odpiąłem sygnalizator i nawet nie wstając - nie było już na to czasu! – zaciąłem. Jest! Jest ogromny! Kij ugiął się pod wpływem impetu, z jakim zaciąłem i stanął w miejscu. Poczułem wyraźne pulsowanie dużej ryby, a w miarę jak pulsowanie stawało się coraz wyraźniejsze, narastało ugięcie kija. Nie bałem się o jego wytrzymałość! Nie bałem się o wytrzymałość kołowrotka, bo to było Shimano sumowe o wielkości 12000, a na nim plecionka PP 0,36 mm. Bałem się jedynie o hak! Nie wiedziałem przecież, czy jest dobrze wbity, a wiem z doświadczenia, że sandacz ma niezwykle kościsty pysk. I tego obawiałem się w tym momencie najbardziej! Chciałem się podnieść i walczyć z rybą na stojąco, ale jakaś nieznana siła trzymała mnie w pozycji siedzącej. Jakby mnie sparaliżowało od pasa w dół!
Tymczasem ryba zaczęła zataczać koło wokół łodzi, z cicha pogwizdując hamulcem kołowrotka. Ciężar ryby był imponujący, była niezwykle silna. Przez myśl przelatywało mi, że może to być mój rekord życiowy w tym gatunku. Teraz czas, jakby stanął w miejscu. Sekundy wydawały się kwadransami, a minuty godzinami. Ręka już mnie zabolała, a ryba wciąż była przy dnie. Nie mogłem jej podciągnąć ani na centymetr do góry, bo za każdą próbą, hamulec oddawał nawiniętą plecionkę.
- Jakie to szczęście, że wziął na ten mocniejszy zestaw – pomyślałem w duchu.

Dotychczas hol trwał w rzeczywistości, może 5 min, a ja już byłem nim wycieńczony. Ja, a nie ryba! Wreszcie, po kolejnych kilkunastu sekundach, zacząłem pompować kijem, już teraz mogłem. Z trudem, ale już wyraźnie się poddawał! Żmudnie, monotonnie odzyskiwałem kolejne centymetry plecionki. Na razie w nikłej poświacie latarki czołowej, nie widziałem styku linki z wodą – był jeszcze zbyt daleko od łodzi, by go dostrzec. Czułem, że jest już blisko powierzchni. I nie myliłem się! W tym momencie usłyszałem pierwszy plusk tej monstrualnej ryby.
- Dobrze jest – pomyślałem – jesteś już blisko. Hak musi pewnie tkwić, bo podczas tego przeciągania liny się nie spiąłeś!

Pozwoliłem się rybie zanurzyć. Łyk powietrza dostał, więc już jest mój! Znów pompowałem kijem i znów przybliżałem potwora do siebie. Aby w zasięg podbieraka, a potem już koniec walki. Teraz już zobaczyłem styk linki z wodą. Dał jeszcze w ostatnim chyba impecie nurka pod łódź i dał się podciągnąć do lustra wody.
- Rety! Ale olbrzym – pomyślałem – Ma co najmniej 12-13 kg. Jeszcze nigdy takiego sandacza nawet nie widziałem. Coś pięknego!

Był już całkowicie zrezygnowany. Już nie walczył, już tylko ostatkiem sił wachlował ogonem. Dałem mu jeszcze raz zaczerpnąć powietrza, wynurzając ten jego ogromny, z zębami jak u psa, łeb. Wtem dobiegł do mnie znajomy głos. Otrząsnąłem się, jakby mnie diabeł powąchał…
- Jarek, Jarek – słyszę wyraźnie – Zostajesz tutaj na noc?
- A co, nie widać, że na kotwicach stoję? – wycedziłem przez zęby!
Nagle poczułem potężne szarpnięcie w prawej ręce, zapulsowało i znów słyszę doskonale znajomy mi głos.
- To podnieś kotwice i idź połóż się jak człowiek do łóżka, a nie na fotelu będziesz spał!

Natychmiast odzyskałem władzę w nogach. Zerwałem się z miejsca i oczom nie wierzę! Nie jestem nad wodą, nie jestem w łodzi, nie walczę z rybą, ani ryba ze mną, tylko to moja własna żona szarpie mnie za rękaw i karze iść spać. Ale faktycznie jest już zupełnie ciemno za oknem, w mieszkaniu panuje półmrok, bo jarzy się jedynie ekran telewizora…
- Aleś się rozespał! - usłyszałem – Nie mogłam Cię dobudzić…

Stałem taki zdumiony przez dłuższy czas, zanim całkowicie oprzytomniałem i zanim dotarło do mnie, że ten metrowy sandacz, to jedynie błogi sen. Ale jakże przyjemny, jaki realistyczny – nawet ręka mnie bolała naprawdę…

Jotes


 
Pokrewne linki
· Więcej o Bajania i gawędy
· Napisane przez Monk


Najczęœciej czytany artykuł o Bajania i gawędy:
List wędkarza


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku

 Wyœlij ten artykuł do znajomych Wyœlij ten artykuł do znajomych


Komentarze sš własnoœciš ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialnoœci za ich treœć.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez Monk dnia 24-04-2010 o godz. 08:23:11
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Hehehe. Kobieta- najlepszy przyjaciel człowieka! ;))
A drugie branie na pewno byłoby jeszcze lepszy!
Fajna opowieść - i jakaś taka... rwalistyczna! :)



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez old_rysiu dnia 24-04-2010 o godz. 09:22:04
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Coś w tych snach jest. Jak przyjechałem z Ebro, przez jeszcze rok męczyły mnie senne widoki pływających sazanów. Miałem trochę gorzej niż Ty. Moje tylko zabierały przynętę, uginały kij po zacięciu i budzłem się - :-(
Życzę udanych w tym roku polowań. Co prawda nie w okresie wiosny, ale latem, kiedy można spokojnie położyć się w łodzi i zasnąć. :-) Wtedy nawet we snie zdążysz tę metrówkę wyłowić :-)



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez akabar dnia 24-04-2010 o godz. 14:20:22
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Jakie to traumatyczne zdarzenie sprawiło, że po nocach się śni. Czyżby ucieczka metrówki w realu?. Hhehehe.

Fajny tekścik.
Pozdrówka.



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez grubyzwierz dnia 24-04-2010 o godz. 17:35:12
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć) http://www.grubyzwierz.pl
Heh, fajnie się czytało :) życzę podobnych wrażeń w realu. Pozdro :)



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez the_animal dnia 24-04-2010 o godz. 18:21:55
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
He he - Jotes nie pękaj :) - jestem z Tobą :P - też mam żonę ! :P - wiem jak jest :) Świetny sen !!!



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez Karpiarz (karpiarz@arcor.de) dnia 25-04-2010 o godz. 11:28:48
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Fajny sen, fajna relacja i bardzo milo sie czytalo.
Mala dygresja Jotes - badz ostrozny przy nastepnym naplywaniu na dziewczyne, a zwlaszcza przy opuszczaniu kotwic i zarzucania przynet - bys dziewczynie trupka do skarbonki nie wrzucil, bo to boli jak szlag :).



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez Robert (gosia67600@numericable.fr) dnia 25-04-2010 o godz. 11:58:31
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Dałem się nabrać :-)). Praktycznie do końca Twojego snu :-)). I cały czas zastanawiałem się jak wytłumaczysz połowy sandacza w okresie ochronnym :-)).
Świetne opowiadanie, barwne i naturalne :-).
Dzięki Jotesie :-).



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez Jotes dnia 25-04-2010 o godz. 13:07:08
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Dziękuję wszystkim za komentarze, jesteście bardzo mili. Dziękuję też Maćkowi - on mnie natchnął. Samo opowiadanko miało być na rozluźnienie ostatnio panującej tu sytuacji, do której i ja rękę przyłożyłem nie raz - i przykro mi z tego powodu! Sam pomysł zrodził się niemal natychmiast i natychmiast przelany został do Worlda. To miała być próba wciągnięcia czytelnika w wir wydarzeń nad wodą, w otoczenie i emocje związane z holem tego rekordu. :) Na razie nie jeżdżę jeszcze ze spinningiem w ogóle, więc możecie być spokojni. :) Zakończenie jakoś tak "niechcący" wyszło mi humorystyczne i cieszę się, że ktoś dał się na to złapać. Tak miało być! Chciałem wprowadzić czytelnika w dobry nastrój, humor i mam nadzieję, jeśli to mi się udało. Jeszcze raz dzięki wszystkim i pozdrawiam. :)



Re: Sandacz metrówka - rekord życiowy! (Wynik: 1)
przez mario_z (mario-z71@o2.pl) dnia 25-04-2010 o godz. 19:34:09
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Jarku miałeś wspaniały sen, chciał bym tak jak Ty śnić o takich sandaczach.
Jarku, czy będzie nam dane przeżyć na jawie takie emocje?
Jeszcze tylko 36 dni.


Pogawędki Wędkarskie - portal dla wszystkich wędkarzy!
Redakcyjna poczta: redakcja@pogawedki-wedkarskie.pl

Redakcja serwisu w składzie: Jarbas, Marek_b, -, -, -, -

Wszystkie teksty i zdjęcia opublikowane w portalu są utworami w rozumieniu prawa autorskiego i podlegają ochronie prawnej. Kopiowanie, powielanie, "crosslinking" i jakiekolwiek inne formy wykorzystywania cudzej własności intelektualnej i twórczej bez zgody właścicieli praw autorskich są zabronione prawem.

Wszelkie znaki towarowe są własnością ich prawowitych właścicieli, zaś ich użycie dozwolone jest wyłącznie po uzyskaniu zgody.

PHP-Nuke Copyright © 2004 by Francisco Burzi. license.
Tworzenie strony: 0.07 sekund :: Zapytania do SQL: 96