Czy wiesz, że...
Nasza rodzima troć w systematyce ichtiologicznej została wyróżniona już w roku 1780 i występowała pod nazwą łososiopstrąg. Swoją właściwą nazwę troć otrzymała dopiero w roku 1864.

Konto/logowanie
Members List ZAREJESTROWANI
 Ostatni Tobiasz
 Dzisiaj 0
 Wczoraj 0
 Wszyscy 4520

 UŻYTKOWNICY
 Goscie 14
 Zalogowani 0
 Wszyscy 14

Jesteœ anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikajšc tutaj

Jesteœ stałym użytkownikiem Pogawędek Wędkarskich - kliknij tutaj
aby zalogować się!

Na forum napisali
mario_z: A ja dzisiaj byłem w końcu na morzu. Wynik żaden, ale sobie popły ...(3717) Apr 21, @ 19:23:59

Krzysztof46: [quote:13ea3e2524="krz ysztofCz"]A ja dzisiaj byłem w końcu na mor ...(3717) Apr 21, @ 19:10:50

krzysztofCz: A ja dzisiaj byłem w końcu na morzu. Wynik żaden, ale sobie popły ...(3717) Apr 21, @ 18:41:04

krzysztofCz: Może nad morze ;question :hihi[/quote:9a86d770c 0] Nawet ni ...(3717) Apr 15, @ 12:55:36

Krzysztof46: Przyjedziemy ,się poznamy. ...(3717) Apr 15, @ 11:05:05

bedmar58: Kiedyś przyjedziemy, powspominamy . ...(3717) Apr 14, @ 16:14:17

mario_z: Może nad morze ;question :hihi[/quote:807438f26 9] Nawet ...(3717) Apr 14, @ 15:39:56

Tiur: Może nad morze ;question :hihi[/quote:6fbfe9fe1 4] Nawet ni ...(3717) Apr 14, @ 12:38:58

mario_z: :mrgreen :mrgreen :mrgreen ...(3717) Apr 14, @ 07:28:17

krzysztofCz: Może nad morze ;question :hihi ...(3717) Apr 14, @ 07:23:55


Artykuły komentowali
Krzysztof46 w ''Znowu Ta Szwecja'': Szkoda panowie ze sié nie oglaszacie .Chétnie dokoptowalbym do fajnej ekipy ...
Karpiarz w ''Usuwanie usterek w wagglerach i sliderach Dino.'': Ot fachura jestes Jotes. Pozdrawiam i dzieki za cenne wskazowki.
grubyzwierz w ''Znowu Ta Szwecja'': hmhmh... Mówisz Jacek, że Szwecja.. ? Kto wie, kto wie... :)
krzysztofCz w ''Znowu Ta Szwecja'': Janku czekamy na nową relację :-)
old_rysiu w ''Znowu Ta Szwecja'': A my pozdrawiamy z Polen :-)
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Jeszcze nie do końca.
Ekipa pozdrawia że Sweden.🙂

Zenon w ''Znowu Ta Szwecja'': Dlaczego "znowu" czyżby się znudziła?

Miło widzieć znajome pyszcz...

jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Gdyby popłynąć w czwartek w dzień, to do Karlskrony, bilet dla czterech plus...
dzas w ''Znowu Ta Szwecja'': koszta zależą od tego ile pijesz... :) bez tego w 2,5 tysia za dwa tygodnie ...
the_animal w ''Znowu Ta Szwecja'': Świetna wyprawa - ekipa wiadomo - chętnie dowiedział bym się jakie koszta są...

Rozmaitości
» Pomocnik
» Regulamin PW
» Przeszukiwanie zasobów
» Przeszukiwanie forum
» Łowca Okazów 2010
» Grand Prix Czatu
» Prognoza pogody
» Ośrodki i stanice wędkarskie
» Rejestracja łódki
» Interaktywne krzyżówki

Recenzje
· JAXON ZX MACHINE 400
· MacTronic NICHIA HLS-1NL2L
· TUBERTINI GORILLA UC4 FLUOROCARBON
· Daiwa Exceler Style F
· Namiot Fjord Nansen
· Mikado NSC Feeder
· Wędzisko Mikado NSC 360 Feeder Nanostructure
· Mistrall Bavaria 2,7
· żyłka DUAL BAND
· Mikado T-Rex Bolognese 600

Filmoteka
Sum 200cm

Dodał: avallone78
Dodany: 14th Feb 2011
Odsłon: 1138
Ocena: 0.00 Ocen: 0

X targi Na Ryby ZAJAWKA

Dodał: jarecki74
Dodany: 19th Mar 2010
Odsłon: 1018
Ocena: 1.00 Ocen: 1

Boleń Wojtka

Dodał: wojto-ryba
Dodany: 23rd Dec 2009
Odsłon: 1072
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 5/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 1248
Ocena: 5.00 Ocen: 4

Żerowanie karpi 4/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 1086
Ocena: 5.00 Ocen: 2

Żerowanie karpi 3/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 1165
Ocena: 4.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 2/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 1121
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 1/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 1152
Ocena: 2.00 Ocen: 1

Sum Odrzański

Dodał: jarokowal
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 1473
Ocena: 5.00 Ocen: 3

Hol suma

Dodał: Marek_b
Dodany: 22nd Mar 2009
Odsłon: 1336
Ocena: 5.00 Ocen: 3


Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska.
Opublikował 13-02-2011 o godz. 14:50:00 Monk
Tu łowię Avallone78 napisał

Moja wędkarska historia zaczęła się dawno temu, kiedy byłem jeszcze małym dzieckiem i tu chyba nie różni się od większości podobnych historii, gdyż jako dzieci często chłoniemy wszystko, co oderwie nas od betonu.



Były to czasy, kiedy bambus który dostałem w spadku po wujku (nawet nie pamiętam, czy był on od wujka) był szczytem moich marzeń. Mocne wędki robiliśmy sami z 1,5 m kijów z włókna szklanego o grubości 1 cm, które po prostu były używane przez rolników do ogrodzeń pod napięciem na pastwisku.
Kiedyś będąc kajtkiem poszedłem z dwoma kolegami na bagna z drugiej strony jeziora Żychce. Wiadomym było, że znajdują się tam sumy i krążyły legendy, że wyciągnięto tam w latach kiedy nas nie było na świecie suma pod 100 kg. Po drodze wpadłem po pachy w bagno i ratowali mnie moi kompani (bodajże Krzysiek Naumowicz) i mimo że byłem cały mokry, z wędkowania nie zrezygnowałem.
Koledzy kulturalnie zarzucili spławiki na ploteczkę i od czasu do czasu coś ciągnęli. Będąc zupełnym laikiem, mającym kilka lat (bodajże 9) i mając do dyspozycji wujkową wędkę z pastucha dla krów zaopatrzoną w spławik wielkości niemal piłki do siatkówki, a także kotwicę większą od własnej dłoni, założyłem na hak kilkadziesiąt własnoręcznie wykopanych dorodnych rosówek, wzbudzając powszechny śmiech moich kompanów. O ile koledzy brania mieli, o tyle mój spławik ani drgnął, a wędka spokojnie stała na podpórce.

Pod wieczór, gdy już zbliżał się czas do powrotu nagle spławik obładowany tą wielką puchą dżdżownic poruszył się i w jednej chwili zniknął pod wodą tak szybko, że aż bąble poleciały. W tej samej chwili szarpnąłem z taką siłą, że spławik, a właściwie baniak razem z kotwicą wystrzeliły spod wody jak rakieta, wstrzeliwując się w czubek okazałej brzózki za moimi plecami. Najadłem się wstydu i stałem się obiektem docinek, które jak szybko powstały, tak szybko odeszły, ale patrząc z perspektywy czasu, chyba był to mój pierwszy kontakt z sumem.

Największe moje okazy w tamtych czasach to kilogramowe leszcze lecz nie o nich chcę mówić ani też o przerwie w wędkowaniu podczas okresu dojrzewania, a o samych sumach i tu historia ponownie zaczęła się toczyć po powrocie do Francji.

Pierwszy raz wyjechałem do Francji w 2000 r. i mimo iż byłem tu przez 19 miesięcy, to brak czasu nie pozwolił na wędkowanie mimo, iż tęsknota za tym była - z każdym przypadkowym spotkaniem z Sekwaną coraz większa.
Dopiero po powrocie do Polski, kiedy to idąc za głosem serca zamiast wrócić na rodzinne Kaszuby przyjechałem na Podkarpacie i od nowa pokochałem wędkarstwo, a to za sprawą pięknego Sanu. Głos serca - jak to w życiu bywa - przestał być głosem serca, ale miłość do pasji wędkarskiej tym razem przetrwała.
To tutaj kupiłem pierwszą w życiu wędkę, stając się pośmiewiskiem całej wsi jako gołodupiec, kupujący sobie wędzisko za całą wypłatę. Byłem wręcz dla wszystkich ufoludkiem, bo ktoś wydający 300 zł na wędzisko z kołowrotkiem musi być nienormalny!
Jak już wspomniałem głos serca zanikł, więc znad Sanu wyprowadziłem się w rodzinne strony z nową wybranką, a wkrótce potem razem wyjechaliśmy - w 2006r - do Paryża.
Tutaj zamierzałem przetestować 2, niedługo przed wyjazdem kupione feedery i ochoczo tuż po przyjeździe zabrałem się do tego, poznając okazyjnie kilku wędkarzy. To oni zabrali mnie pierwszy raz nad Sekwanę w piękne jak na owe czasy miejsce, a mianowicie Pont De Sevres.

Już na pierwszej zasiadce byłem świadkiem złowienia 3 kg suma i choć teraz dla mnie to narybek, już wtedy spodobało mi się przyglądanie, jak pięknie gnie się delikatna wędeczka pod naporem kilkukilowej ryby wspomaganej nurtem. W Polsce największe moje rekordy to kilkudziesięciocentymetrowe szczupaki, a największe sumy miały po 40 cm i łowione były przez przypadek na czerwonego robaka podczas prób złowienia leszcza.
Widziałem też rasowych karpiarzy na zasiadce z całym tym majdanem i tak mnie urzekli, że sam postanowiłem wzmocnić mój osprzęt i zacząć poławiać karpia.

Tak się właśnie zaczęło moje karpiowanie, a właściwie moje sumowanie, gdyż jak na złość na moich zasiadkach karpiowych trwających po 3 dni rzadko trafiał się karp, a znacznie częściej małe sumiki do 10 kg. Nie były one obiektem moich westchnień, bo takie małe kajtki łowiło się stosunkowo łatwo, natomiast złowienie dwucyfrowego karpia nastręczało sporych trudności tak samo, jak i złowienie suma powyżej magicznej liczny 10 kg.

To właśnie te małe sumiki pobudzały wyobraźnię, a właściwie ich starsze rodzeństwo, wujostwo i dziadkowie, bo skoro są małe, które i tak dla mnie były pięknymi okazami, to na pewno są też i te większe, które również idzie łowić.

Łowienie karpia szło mi bardzo przeciętnie i o ile udawało mi się złowić nawet 6 kg karpiki (nawet te niezmiernie cieszyły ze względu na swą rzeczną waleczność), o tyle coraz częściej zaczynałem na moje zestawy karpiowe zakładać przynęty żywe czyli przynęty skierowane na suma.
To był właśnie przełom i tak zaczęło się moje sumowanie, a właściwie raczkowanie w tym temacie, bo jak już wspomniałem: łatwo było złapać kilkukilowego, natomiast te większe ani nie brały, ani się nie pokazywały.

Któregoś razu po kilku miesiącach łowienia wybrałem się z kolegą na Pont De Sevres, gdzie znajomi Polacy popisali się już złowieniem kilku sumów do 12 kg. Na sam początek założyłem ser, bo to najlepsza przynęta na brzanę i zarzuciłem jak najdalej. Po kilku godzinach przepiękny odjazd zakomunikował branie i kilka minut później na brzegu wylądowała dorodna 74 cm brzana.

Pół godziny później udało się złowić węgorza.
Gdzieś słyszałem, że węgorz jest niezłą przynętą na suma, więc nie zastanawiając się nad niczym pociąłem go na części i wyrzuciłem jedną na haczyku karpiowym w rozmiarze 2, plecionce 0,35 mm, 21 kg i karpiówce 3,5 lbs, kupionej na tę okazję - znów jak najdalej szło.
Pół godziny później świst kołowrotka drugi raz już tego dnia zakomunikował przepiękne branie. Podpórka wystrugana naprędce z okolicznych krzaków (dokładnie ta sama, co na fotce powyżej, razem z tą sama wędką) pękła w chwili, gdy podleciałem do wędki. Zacięcie i nagle wszystko zawirowało, bo opór był niesamowity, a w dodatku w przeciwieństwie do zaczepu wykazywał oznaki życia.
Walkę długo by opisywać, a i szczęścia po doholowaniu do brzegu było co nie miara, jednakże finałem był nie tylko największy okaz ryby, którą złowiłem, a która mierzyła 149 cm i miała 23,5 kg, ale też całkowite zarażenie się pasją, którą sam sobie nazwałem sumowaniem.

Już wtedy wiedziałem, że to nie karp będzie moim obiektem polowań, a sum.
Wszystko to dopełnił jakiś czas później drugi sum wyciągnięty na federka Mikado Ultraviolet 3,9 m, 90 gr i taki sam osprzęt karpiowy. Miał on 19 kg i od tych 2 sumów zaczęła się moja przygoda z sumami.

Miesiąc później świadomie złowiłem pierwsze konkretne kijanki.

Ciągnie się ta przygoda do dziś i na pewno tak szybko się nie zakończy, bo walki z sumem przekraczającym 30 kg nie da się chyba porównać do żadnej walki z innym drapieżnikiem naszych wód.
I na tym można by zakończyć, ale ten artykuł ma jeszcze jedno przesłanie, a mianowicie opowiedzieć o ewolucji wędkarskiej.

Kiedy nastawiłem się konkretnie tylko na sumy, miałem wielki problem. Komu to wszystko oddam? Przecież to kupa jedzenia i to w dodatku na miesiące dla niejednej rodziny. Problem w tym, że o ile sam nauczony byłem jedzenia ryb złowionych przez samego siebie lub innego członka rodziny, o tyle ilości łowione w dzieciństwie i ich wielkości, znacząco odbiegały od obecnych. Druga sprawa, że sam nie za bardzo ryby lubiłem jeść, gdyż za czasów komuny ryba to był darmowy i dobry posiłek, a czasem i konieczny, a każdy wydatek z wędkarstwem związany przeliczało się, czy się zwróci.
Kolejki i kartki po mięso jeszcze bardziej zachęcały do łowienia i spożywania ryb, co z czasem mnie do nich zniechęciło mimo, iż często się ich nie jadało. Kiedy żona oznajmiła mi na początku, że nie chce nawet słyszeć o tym, że przyniosę rybę do domu ulżyło mi, gdyż jasne było, że cala rodzina za rybami nie przepada, ale dalej pozostał problem z marnotrawstwem takiej ilości żywności.
Tu z pomocą przyszli moi znajomi, gdyż wielu z nich ryby jadło, a wręcz uwielbiało. Nie obeszło się bez zgrzytu, gdyż o pierwszego mojego suma poprosił mnie mój szef Robert i chcąc nie chcąc musiałem go trzymać w wannie do rana, co niezbyt miło zakończyło się dla mnie ze strony żony. Gdy rano przyjechałem do pracy okazało się, że szef po prostu chciał suma zobaczyć i aż tak wielkiej ryby nie jest w stanie zjeść. Mimo usilnych starań nie udało się nikomu suma oddać, a pod wieczór trzeba go było wyrzucić. Nie tak byłem nauczony: u nas podnosząc kromkę chleba, która spadła na ziemię całowało się ją, okazując szacunek do pożywienia, nie wolno było nic zmarnotrawić. Złość musiałem przegryźć - szef to szef i praca najważniejsza.

Poznałem też okazyjnie innych wędkarzy, którzy zaręczali, że jeśli tylko im oddam, chętnie spożytkują następnego suma. Następnym był ten 19 kg i tu tak samo: kiedy już przywiozłem na miejsce okazało się, że delikwent tylko chciał fotkę zrobić, czym tylko z równowagi mnie wyprowadził.
To był ostatni raz, kiedy pozwoliłem na takie marnotrawstwo i od tamtej pory jeśli ktoś potrzebował suma, musiał po niego nad rzekę przyjechać.

Z racji łowionych sumów i tego, że łowiłem ustawicznie w tym samym miejscu, nie miałem zazwyczaj problemów z oddaniem ryby, a kiedy miałem , na siłę wyszukiwałem kogoś, komu można by oddać, żeby taka ilość pożywienia się nie zmarnowała. Jednocześnie już coraz bardziej zaczynało mi być szkoda tych dużych i sam z siebie zacząłem je wypuszczać. Z fotki powyżej 2 zostały wypuszczone, a jeden trafił do znajomego. W ten sposób w pierwszym roku połowa trafiła do moich znajomych, a połowa odzyskała wolność.

W drugim roku zacząłem selektywniej wybierać przynętę i łowić coraz to więcej większych, zatem coraz to mniej oddawałem, a już w trzecim oddałem tylko kilka mniejszych.
W roku 2010 na ponad tonę złowionych wszelakich ryb tylko 2 niewielkie sumiki o masie 8 i 12 kilo trafiły na stoły moich znajomych, a to dlatego, że i prawie same duże łowiłem dzięki posiadanemu pontonowi i po prostu coraz bardziej było mi ich żal oddać - do tego stopnia, że nie dzwoniłem do nikogo, mając złowionego nawet małego suma. Po prostu dzieciaki cieszyły się kiedy te maluchy wypuszczały.
Wypuszczanie złowionych ryb i to bez różnicy czy sumów czy karpi stało się tak samo ważne, jak ich łowienie. Patrząc na odpływającego karpia czy suma cieszyłem się tak samo, a może i bardziej niż w chwili jego wyciągania. Fotki uwolnionego suma, kiedy na pożegnanie machał ogonem, rekompensowały wszystko.

Link do filmu na YT z wypuszczania suma: KLIKNIJ.
Nie uważam takiego zachowania za etyczne, bo nie ma nic etycznego w łowieniu i kaleczeniu, a czasem też zabijaniu ryb przez forsowny hol tylko dla własnej przyjemności. Dalej uważam, że Ci, którzy łowią żeby zjeść są bardziej etyczni niż ja sam z tym, że nie potrafię przestać łowić, bo jedynie wtedy stałbym się bardziej etyczny. Za świętoszka też robić nie będę jak ci, co wyświechtali stwierdzenia No Kill na forach, obrażając każdego, kto zjadł choćby leszczyka od mięsiarzy i innych. Dla mnie każdy powinien postępować zgodnie z przepisami i własnym sumieniem, choć tak od serca zachęcam do wypuszczania okazów, bo daje to dużo satysfakcji. Nie znaczy to jednakże, że powinniśmy dyskryminować i obrażać tych, co ryby zgodnie z regulaminem i własnym sumieniem jedzą.

Przez pierwsze 2 lata nawet nie wiedziałem, że istnieją w Internecie fora wędkarskie, tak że zdjęcia robiłem tylko dla siebie, a później dla znajomych na Naszą Klasę i nie były one zbyt estetyczne. Dopiero z czasem zaczęliśmy robić ładniejsze fotki z czego kilka zamieszczam poniżej.

Okazyjny przechodzień nagrał też nam pierwszy film z holu suma i od tamtej pory dokumentujemy co atrakcyjniejsze połowy nie tylko aparatem fotograficznym, ale i kamerą.
Link do filmu zrobionego przez przypadkowego przechodnia:KLIKNIJ.
Oczywiście daleko posunąłem się pod względem technik połowu, jak również materiałów do tego używanych, a także mentalności, jednakże polowania na suma - pomimo kilkudziesięciu pięknych okazów na koncie - cały czas się uczę i pewnie do końca życia będę się uczył.
Tym się różnię od tych, co miesiącami nie mogą żadnego złowić, że nigdy nawet po miesiącach bez brań nie zniechęcam się i cały czas szukam nowych rozwiązań.

Marzeń mam wiele, choć niektóre już się spełniły. Na samej Sekwanie co prawda sumy nie żyją od zawsze jak w Polsce, ale od końca lat 80-tych, więc niektóre marzenia będą musiały poczekać, ale ze względu na dobre warunki rozwojowe liczę, że stanie się to w miarę szybko. Szykuję się też do wyjazdu na deltę Rodanu, gdzie warunki rozwojowe są tak dobre, iż można nazwać południe Francji naszym małym Ebro i z tą wyprawą też wiążę wielkie nadzieje.

Za jakiś czas część druga, w której opiszę samo poławianie suma, techniki i wszystko z tym związane, a na początek zamieszczę kilka ciekawszych zdjęć z ostatniego tylko sezonu.

Avallone78


 
Pokrewne linki
· Więcej o Tu łowię
· Napisane przez Monk


Najczęœciej czytany artykuł o Tu łowię:
''Moje ulubione łowisko'' - Supraśl


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku

 Wyœlij ten artykuł do znajomych Wyœlij ten artykuł do znajomych


Komentarze sš własnoœciš ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialnoœci za ich treœć.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez Monk dnia 13-02-2011 o godz. 14:56:39
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Zobaczyłem fotki i ... zamarłem - widziałem już kolejne dni wywodów i wyklinania "od czci i wiary". Ale w treści znajdziecie wszystko.
Gratuluję debiutu na łamach PW i czekamy na kolejne teksty. :)



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez Robert (gosia67600@numericable.fr) dnia 13-02-2011 o godz. 15:02:22
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Kiedy w sobotę wieczorem próbowałem czytać Twój tekst…zrezygnowałem po kilku wersach. Nieuformowany jeszcze, kilka literówek, litery skakały mi przed oczyma. Dałem sobie na wstrzymanie. W niedzielę rano otworzyłem pocztę i mimo bólu w plecach podniosło mnie do sufitu oglądając zdjęcia do artykułu…Dawaj do Macieja pisać…- Puścisz to!? Jezu, chłop sam głowę pod Topór pcha!…Maciej spokojnie odpisał –A tekst czytałeś? – No nie…- To najpierw poczytaj a później pogadamy…
Arturze, przede wszystkim dzięki za wiarę, jaką we mnie tchnąłeś, iż przybywa kolejnych ludzi, wędkarzy, którym szczerość wypowiedzi bliższa jest od słodkich a jakże często zakamuflowanych niecnych intencji. Jeszcze raz dzięki za ten tekst, to Twój udany debiut.
Mam nadzieję, że Francja nie jest tak ogromna byśmy któregoś dnia nie skrzyżowali swoich wędkarskich szlaków.
Pozdrawiam. Robert.


Toć ja swój komentarz napisałem zanim artykuł się ukazał. Maciek zabrałeś mi idee :-))



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez Jarokowal dnia 13-02-2011 o godz. 17:40:01
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć) http://www.jarokowal.pl
Dalej uważam, że Ci, którzy łowią żeby zjeść są bardziej etyczni niż ja sam z tym, że nie potrafię przestać łowić bo jedynie wtedy stałbym się bardziej etyczny.


Niech Twoje słowa będą moim komentarzem, bardzo, ale to bardzo podoba mi się Twoje stwierdzenie. Do zdjęć faktycznie podszedłem sceptycznie, ale takie właśnie miały być.


Napisałeś świetny artykuł. Gratuluje debiutu na PW. Uważam, że bardzo udanego.



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez old_rysiu dnia 13-02-2011 o godz. 18:35:09
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Dawno nie czytałem tak fajnego tekstu. Brawo! Też myślałem, że poleje się krew. Sam nawet chciałem Ci utoczyć za tego papierosa. Jednak okazało się, że fajny z Ciebie gość.
Z niecierpliwością czekam na drugi odcinek.



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez avallone78 (arturbetcher@gmail.com) dnia 13-02-2011 o godz. 19:27:15
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć) http://www.forumsumowe.pl
Zdjęcia miały być prawdziwe a nie nadmuchane. Miały pokazać to o czym pisze a ie zbierać ochy i achy.
Dziękuje za miłe przyjęcie.
Nie palę puki co od prawie 2 miesięcy :)



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez farti dnia 13-02-2011 o godz. 20:32:40
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Choć sumów nigdy nie łowiłem i łowić nie będę , to przeczytałem z przyjemnością tekst . Cieszę się z pojawienia kolejnego ,,normalsa" na forum . Tym bardziej że nie obawiasz się wyrazić swego zdania. Oczywiście musisz brać pod uwagę i być przygotowanym na ataki z tego powodu ( coś wiem o tym :-))) . Ale przynajmniej gwarantuję Ci że nie będziesz osamotniony.
pozdrówka i gratki



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez the_animal dnia 13-02-2011 o godz. 22:33:46
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Fantastyczy życiorys - pięknie się takie coś czyta - gratulacje !



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez dzepetto dnia 14-02-2011 o godz. 20:25:58
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Avallone, pisz!!! Z chęcią poczytam następne artykuły. Do Odry niedaleko, może i ja kiedyś na suma zapoluję ;)



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez wlodek (wlmr@op.pl) dnia 14-02-2011 o godz. 21:02:20
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Rybska wielkie, że aż strach! Dobrze że byłeś blisko dzieciaków w trakcie sesji! Gratulację za połowy i dzięki za ciekawy przekaz!



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez Karpiarz (karpiarz@arcor.de) dnia 17-02-2011 o godz. 01:33:58
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Jestes szczesciarzem Avallone78 ze masz taka wode pod nosem, ja niestety z Ebro podpisalem cyrograf, co wiarze sie i z czasem i wydatkami. mam nadzieje ze Patryk wyczai cos wreszcie nad Sekwana, lub Rodanem, zaoszczedze wtedy 2/3 drogi. Fajny tekst - gratuluje i pozdrawiam.








Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez mario_z (mario-z71@o2.pl) dnia 19-02-2011 o godz. 18:07:50
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Qrcze nie wiem od czego zacząć, hm, no nie wiem? Artykuł super, rybki super. Gratuluję poławianych okazów i życzę dalszych sukcesów :))))))

Ps. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.



Re: Sekwańskie sumy - moje początki i ewolucja wędkarska. (Wynik: 1)
przez dam dnia 18-03-2011 o godz. 12:51:54
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
No ale fotka z 3 sumami na macie to jest trochę sadystyczna. Przecież pomiędzy zlowieniem każdej sztuki minęlo trochę czasu.
Nie lepiej wypuszczać na bieżąco?
Ciekawe jak przechowujesz takie wielkie ryby, żeby ich nie meczyć dla samego zdjęcia.


Pogawędki Wędkarskie - portal dla wszystkich wędkarzy!
Redakcyjna poczta: redakcja@pogawedki-wedkarskie.pl

Redakcja serwisu w składzie: Jarbas, Marek_b, -, -, -, -

Wszystkie teksty i zdjęcia opublikowane w portalu są utworami w rozumieniu prawa autorskiego i podlegają ochronie prawnej. Kopiowanie, powielanie, "crosslinking" i jakiekolwiek inne formy wykorzystywania cudzej własności intelektualnej i twórczej bez zgody właścicieli praw autorskich są zabronione prawem.

Wszelkie znaki towarowe są własnością ich prawowitych właścicieli, zaś ich użycie dozwolone jest wyłącznie po uzyskaniu zgody.

PHP-Nuke Copyright © 2004 by Francisco Burzi. license.
Tworzenie strony: 0.09 sekund :: Zapytania do SQL: 114