Czy wiesz, że...
Wartością graniczną tlenu rozpuszczonego w wodzie, poniżej której ryby sną (w mg/litr) jest dla pstrąga potokowego 2,2; pstrąga tęczowego 1,2; leszcza 0,4-0,5; sandacza 0,5-0,8; okonia 0,2 - 0,6, płoci 0,7; szczupaka 0,3- 0,6; karpia 0,2-0,3; lina 0,1-0,2; karasia 0,1.

Konto/logowanie
Members List ZAREJESTROWANI
 Ostatni Tobiasz
 Dzisiaj 0
 Wczoraj 0
 Wszyscy 4520

 UŻYTKOWNICY
 Goscie 4
 Zalogowani 0
 Wszyscy 4

Jesteœ anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikajšc tutaj

Jesteœ stałym użytkownikiem Pogawędek Wędkarskich - kliknij tutaj
aby zalogować się!

Na forum napisali
lecek: W uzupełnieniu Wrocek na kanale. ...(438) Sep 18, @ 10:02:39

mario_z: Dzisiaj z córką Natalką ponownie odwiedziliśmy łowisko w Jedlance ...(438) Sep 16, @ 21:27:09

lecek: Niestety, mój bolek był najmniejszy. 89 miejsce. Gdybym zapun ...(438) Sep 13, @ 09:14:11

lecek: No tak, to my sie nigdy nie stykniemy. ...(438) Sep 12, @ 18:32:15

the_animal: We Wrocku był też Dzepetto i Banio - jakieś tam 20ste któreś miej ...(438) Sep 12, @ 17:04:01

mario_z: No cóż... powiedziałbym, że sytuacja typowa... gdzie Ty tam zwy ...(203) Sep 12, @ 16:16:05

mario_z: Nie jest tak źle [quote:98cad1fcd9="lec ek"]Zaliczyłem ...(438) Sep 12, @ 16:10:05

lecek: Super skuteczny k ...(203) Sep 12, @ 13:58:43

lecek: Zaliczyłem w ostatni weekend Street Fishing we Wrocku. Edycja 24 ...(438) Sep 12, @ 13:54:51

lecek: Jak zawsze kolo dał z siebie co mógł. I zwinął nagrody. Pewnie ni ...(438) Sep 12, @ 13:49:03


Artykuły komentowali
farti w ''Znowu Ta Szwecja'': Przeglądałem 3x zdjęcia , czegoś mi brakowało. Po prostu zabrakło na nich mo...
darogryf w ''Znowu Ta Szwecja'': Krzysiu wielu schowało się pod blatem. i do kraju nie wrócili.
Darek w ''Znowu Ta Szwecja'': Gratuluję udanej wyprawy, tym bardziej że w tym roku Szwecja nie darzy rybam...
krzysztofCz w ''Znowu Ta Szwecja'': Tyko dla swoich, Kamil, tylko dla swoich... :-)
Tiur w ''Znowu Ta Szwecja'': a co to za skrót nad "nickami"??
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Jak miałeś dostać jak Cię nie było? Należy Ci się koszulka ale drogo wychodz...
krzysztofCz w ''Znowu Ta Szwecja'': Nie byłbym rzepem gdybym nie spytał dlaczego ja nie mam takiej koszulki tylk...
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Oprócz wspomnień jeszcze jest schodząca tu i tam skóra i brązowe plamy na s...
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Rób plany, maj już niedługo :)
wlodek w ''Znowu Ta Szwecja'': I nam ta "piąta" się podoba! :)

Rozmaitości
» Pomocnik
» Regulamin PW
» Przeszukiwanie zasobów
» Przeszukiwanie forum
» Łowca Okazów 2010
» Grand Prix Czatu
» Prognoza pogody
» Ośrodki i stanice wędkarskie
» Rejestracja łódki
» Interaktywne krzyżówki

Recenzje
· JAXON ZX MACHINE 400
· MacTronic NICHIA HLS-1NL2L
· TUBERTINI GORILLA UC4 FLUOROCARBON
· Daiwa Exceler Style F
· Namiot Fjord Nansen
· Mikado NSC Feeder
· Wędzisko Mikado NSC 360 Feeder Nanostructure
· Mistrall Bavaria 2,7
· żyłka DUAL BAND
· Mikado T-Rex Bolognese 600

Filmoteka
Sum 200cm

Dodał: avallone78
Dodany: 14th Feb 2011
Odsłon: 246
Ocena: 0.00 Ocen: 0

X targi Na Ryby ZAJAWKA

Dodał: jarecki74
Dodany: 19th Mar 2010
Odsłon: 172
Ocena: 1.00 Ocen: 1

Boleń Wojtka

Dodał: wojto-ryba
Dodany: 23rd Dec 2009
Odsłon: 209
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 5/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 374
Ocena: 5.00 Ocen: 4

Żerowanie karpi 4/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 255
Ocena: 5.00 Ocen: 2

Żerowanie karpi 3/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 287
Ocena: 4.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 2/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 245
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 1/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 289
Ocena: 2.00 Ocen: 1

Sum Odrzański

Dodał: jarokowal
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 585
Ocena: 5.00 Ocen: 3

Hol suma

Dodał: Marek_b
Dodany: 22nd Mar 2009
Odsłon: 457
Ocena: 5.00 Ocen: 3


Amok srebrnych torped
Opublikował 14-03-2007 o godz. 15:00:00 Monk
Spinningowe łowy Jotes napisał

Ten - taki sobie - tekst, opowiada o niewiarygodnych zdarzeniach, jakich byłem wraz z moim kolegą, świadkiem i uczestnikiem. Właściwie, należałoby to nazwać FENOMENEM, gdyż nigdy wcześniej, ani też nigdy później nie spotkałem się z czymś tak niesamowitym, że aż niewiarygodnym.
Zapewniam też, że dla mnie osobiście nie istotna jest ilość złowionych wtedy ryb, ale samo widowisko. Istny balet!



Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że w tym czasie nie miałem przy sobie aparatu. Kupiłem chwilę później cyfrówkę, ale była to już „musztarda po obiedzie”…

W tych kilka dni każdy - dosłownie każdy! - mógł stać się pogromcą. Wystarczyło pomyśleć, podpatrzeć, na czym drapieżniki żerują i takiej wielkości dobrać przynętę. Ale oczywiście ci, którzy na siłę próbowali ich nałowić, stosowali przynęty bez analizowania przebiegu wydarzeń - beż krzty wyobraźni. Czyli: wielkie gumy, duże wahadłówki i takie same wirówki.

W zasadzie, to całe szczęście dla ryb, bo byli to w większości zwykli mięsiarze…

Balet boleni - niezwykłe trzy dni.

Jest ostatni tydzień czerwca. Pływamy z Krzyśkiem od samego świtu po Zalewie Sulejowskim, w poszukiwaniu grubego okonia i szczupaka. Nasze starania okazują się bezskuteczne. Tam, gdzie zawsze mieliśmy bankowe miejscówki, nic się nie dzieje.

Niemożliwe. Przecież nawet jeśli okoń żerował słabo, albo jeśli duży, taki od 25 cm w górę, nie żerował wcale, to były zawsze brania drobnych okonków. Nigdy czegoś takiego nie mieliśmy.

Od godz. 3.30 pływamy bez nadziei, że w ogóle cokolwiek złowimy. Teraz jest prawie ósma, co robić? Nie ma wiatru, nie ma fali. Lusterko!

Rozglądam się po wodzie w nadziei, że doznam olśnienia. Mój wzrok z odległości około 300 metrów, przyciąga niby znane zjawisko, a jednak jest w nim coś szczególnego. Coś co podpowiada mi, że tam należy szukać odpowiedzi na wszelkie pytania.

Zwracam na to miejsce uwagę Krzyśka, który od jakiegoś czasu płynie w tamtą stronę. Popatrzył i stwierdził, że to znany nam widok spławiających się leszczy.

- Nie - mówię - to coś innego, podobne lecz jest zupełnie inaczej i te rybki. Widzisz je?

Podpływamy bliżej, mamy jeszcze może ze 150 metrów. Jak okiem sięgnąć w promieniu pięćdziesięciu metrów, może trochę więcej, dziesiątki boleni wali niemiłosiernie o wodę, a wokół pryskają malutkie rybki.

Nie mam aparatu i nie mogę uwiecznić obrazu, jaki widzę po raz pierwszy w życiu. Zawsze wiedziałem, że jest tu mnóstwo boleni, ale nigdy nie widziałem aż tyle naraz. Co i raz, to wyskakiwały nad wodę w pogoni za drobiazgiem. W dziesięciu, dwudziestu miejscach jednocześnie. Zresztą… kto by je zliczył? Istny amok, szał pożerania.

Stajemy blisko, na rzut przynętą. Nie stawiamy kotwicy, aby nie robić hałasu.

- Jezu, ja nie mam przy sobie moich boleniówek - stwierdziłem z przerażeniem.

Wyciągam z pudeł wszystko, co mogłoby się nadawać w tej sytuacji. Próbuję wszystkiego po kolei. Bez rezultatu! Minęły dwie godziny, a ja nadal bez brania. Ryby w tym czasie zaczęły przemieszczać się bardziej na środek zalewu…

Nagle olśnienie. Mam!

Sięgam po piórnik, w którym trzymam wszystkie "zerówki" i . Mój pomysł, moja robota. Ale czy będzie dobra? Jeszcze jej nie testowałem na zalewie. Jedna z tych, jakiej nikomu nie zdradziłem. Szybko założyłem na malutką agrafkę, żyłka główna szesnastka - okoniowa. Sprawdziłem hamulec, jest ustawiony delikatnie tak, że nawet okonek może wybierać zapas z kołowrotka. Pamiętałem swoje błędy na Pilicy, kiedy nie sprawdziłem w pośpiechu i traciłem przynęty na żyłce dwudziestce, przy pierwszym kopnięciu bolenia.

Teraz już mogę. Rozejrzałem się. Aha, Krzysiek rzuca w prawo, to ja w lewo. Przynęta wpadła do wody jakieś trzydzieści do czterdziestu metrów od łódki.

- Jest za lekka. - pomyślałem - I malutka, ale takiej mi właśnie potrzeba. Trzycentymetrowej, góra cztero!

Potrzebuję czegoś, co poleci dalej. Muszę w domu zrobić inną, mam jeszcze trochę grubszą klasówkę, będzie cięższa.

Zaczynam zwijać żyłkę w momencie, gdy blaszka znajdowała się metr nad wodą. Tradycyjnie nie spieszę się, w przeciwieństwie do tego, co podają "super łowcy".

Po pierwszych kilku obrotach widzę, że blaszka zasmużyła lekko na powierzchni. Pasuje. Odrobinę zwolniłem tempo. W tym samym momencie to, co lubię najbardziej. Potężne walnięcie budzi mnie z letargu. Nie zacinam, zresztą tradycyjnie. Wiem przecież, że bolek ma mięsisty pysk, ostra kotwiczka zrobiła to za mnie.

W pierwszym impecie wybrał około trzydziestu metrów żyłki. Dokręcam hamulec o dwa "ząbki" - mało, jeszcze jedzie. Kolejne dwa i już mam pełną kontrolę.

- To jest jazda - pomyślałem.

Delikatny parabolik zrobił się okrągły. Na kołowrotku szesnastka. Trudno, musi wystarczyć! Uwielbiam delikatne zestawy, ale tej rybie należy się szacunek. Właściwie? Tu na Zalewie nie pójdzie mi w zaczepy, krzaków też nie ma, a i lekką przynętę trzeba posłać daleko. Na rzece łowię na grubsze żyłki.

Od momentu brania, boleń majestatycznie opłynął łódź dookoła. Jakby chciał pożegnać swoich pobratymców. Ostatni raz przed śmiercią ogarniając wzrokiem podwodne rewiry.

Po kilku minutach mam go przy łodzi. Podbierak leży naszykowany po środku. Na Pilicy doprowadziłbym rybę do ręki, tak lądowałem swój rekord. Przełożyłem nogę przez niego, wysunąłem za burtę. Trzymając już podbierak między nogami zająłem się rybą. Przy drugim podejściu boleń znalazł się w siatce, zapięty na dwa groty w samym kąciku pyska. Odczepiłem go i obejrzałem. Trójka jak nic - przysłowiowy buziak i do wody.

Tego dnia złowiłem jeszcze kilka takich ryb, ale nie to w tym wszystkim było najważniejsze. Istotne było to zjawisko, ten fenomen oglądany przez nas po raz pierwszy w życiu. Cud natury!

Po powrocie do domu tylko zjadłem i wziąłem się za robienie nowej blaszki, z kwasówki. Naszykowałem też drugi kijek, o szczytowej akcji i żyłkę dwudziestkę, do woblerów, które opracowałem kilka lat temu na wiślane bolenie. W Annopolu sprawdziły się na medal.

Na następny dzień, wypłynęliśmy od razu w to samo miejsce, po drodze bacznie rozglądając się po wodzie.

Są! Widzę z daleka wyskakujące ryby. Spojrzałem dalej na boje, przy nich to samo widowisko. Jeszcze po drodze założyłem nową blaszkę, a na drugi zestaw wobler.

Tradycyjnie zatrzymaliśmy się około czterdziestu metrów od żerujących ryb - w dryfie. Moja nowość okazała się rewelacyjna. Mogłem ją posłać na odległość sześćdziesiąt do siedemdziesięciu metrów, na cienkiej żyłce.

Po kilku rzutach dostosowałem prędkość, z jaką należało ją prowadzić i znów zaczęła się jazda na całego. Tego dnia przerzuciłem przez burtę jeszcze więcej boleni. Z jednakowym powodzeniem i na blaszkę i na wobler. Większość miała po około trzy kilo, może ciut więcej. Jeden mi się zdarzył czwórka. Tym razem złoiłem im skóry. Mój dotychczasowy rekord został pobity, ale... zważywszy na okoliczności, to była "bułka z masłem". Wystarczyło umiejętnie dobrać przynętę i nie ściągać jej w ekspresowym tempie. Te bolenie miały wokół tyle drobnicy, że nie potrzebowały specjalnie ganiać za szybko uciekającą blaszką - taką ignorowały.

Przez kilka kolejnych dni nie byliśmy na wodzie, bo czas nie pozwolił.

Jest sobota. W porcie już wszyscy "trąbią" o naszym ostatnim pogromie. Każdy chce wiedzieć, na co brały.

- Czekajcie zaraz wam pokażę - pomyślałem - wy… mięsiarze.

Wyjąłem z pudełka jakąś "łupę", którą trzymam dla ciekawskich.

- Oto, Królowa przynęt boleniowych.

Nie dbając czy kolesie "łyknęli", wsiedliśmy do łajby i odpłynęliśmy na nasze łowisko. Po drodze zastanawiałem się czy dziś też będziemy mieli szczęście. Na miejscu okazało się, że bolenie nie żerują, cisza jak makiem…

Zaczęliśmy łowić na okoniowe przynęty. Godzina i nic. Z utęsknieniem rozejrzałem się po wodzie.

- Są moje śliczne. Tym razem pokazały się "na bojkach".

Po piętnastu minutach jesteśmy w ich zasięgu. Takiego amoku jeszcze nie widziałem. Bolki wyskakiwały prawie metr nad wodę. Wokół naszej łodzi zrobiło się czarno od przerażonej drobnicy, szukającej azylu. Teraz mogłem przyjrzeć się z bliska, ofiarom tej widowiskowej rzezi. Były to całe krocia tegorocznego wylęgu. Sam drobiazg!

Po raz kolejny pobiłem swój rekord, boleni wyjętych i zwróconych naturze. Aż zabolała mnie ręka po wielokrotnych holach. To wszystko było jak sen. Jak najpiękniejszy sen o rybach i wspaniałych braniach. Łowiliśmy jak w transie - wystarczyło się wczuć. Rzucaliśmy pomiędzy wyskakujące nad powierzchnię wody drapieżniki. Dwa, trzy rzuty i hol…

- Krzychu, uszczypnij mnie, bo nadal nie mogę w to uwierzyć - powiedziałem z niedowierzaniem do kolegi.

Usiadłem i przypaliłem papierosa. W ramach relaksu wziąłem drugi kijek, założyłem wirówkę trójkę. Pod nami jest sześć metrów. Posłałem ją między szalejące bolenie. Ot, tak sobie, od niechcenia. Opadła może dwa, trzy metry pod wodę. Zacząłem zwijać żyłkę, nagle pobicie. Po pracy szczytówki wiedziałem, że to okoń. Z tego miejsca wyjąłem jeszcze siedem garbusów po 35 cm i szczupaka 52 cm. Już wcześniej wydawało mi się, że widziałem wyskakujące okonie, ale nie one były moim celem.

Coś niesamowitego! Przez te dni mieliśmy wszystkie drapieżniki w swoim zasięgu. Od dołu goniły okonie i szczupaki, a z wierzchu bolenie. Całość wyglądała tak, jakby wszystkie drapieżniki zgromadziły się w tych kilku miejscach, po to, aby urządzić sobie wyżerkę. Z tego, co było widać w zasięgu wzroku, takich miejsc było więcej. Wiem też z relacji kolegów, że w innych rejonach Zalewu działo się podobnie.

Od tego dnia nie trafiliśmy więcej na podobne zjawisko tego, ani następnego roku. Mam nadzieję, że może kiedyś znów je zobaczę. Tym razem aparat będzie zawsze ze mną, chcę to uwiecznić.

Spływając napotkaliśmy kolegów. Wojtek z Andrzejem tylko kręcili głowami. Widzieli wszystko, obserwowali nas z daleka. Inni słuchali ich relacji z rozdziawionymi gębami. Dziwiło ich, że na tyle złowionych boleni, nie zabraliśmy żadnego do domu. Próżno byłoby im tłumaczyć, że boleń to moja ulubiona ryba. Chcę je łowić jak najdłużej, a nie mordować!

Mój "przyjaciel" srebrna torpeda. A przyjaciół się nie zabija i nie zdradza!

Sami też próbowali szczęścia w innym miejscu, ale bez powodzenia.

- Na szczęście - pomyślałem sobie - Ja wam pokażę swoją blaszkę to zobaczycie jak świnia niebo.

Gdybym to zrobił, czułbym się jak zdrajca…

Jotes


 
Pokrewne linki
· Więcej o Spinningowe łowy
· Napisane przez Monk


Najczęœciej czytany artykuł o Spinningowe łowy:
Trokizm


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku

 Wyœlij ten artykuł do znajomych Wyœlij ten artykuł do znajomych


Komentarze sš własnoœciš ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialnoœci za ich treœć.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Amok srebrnych torped (Wynik: 1)
przez petrus3 dnia 14-03-2007 o godz. 15:29:12
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć) http://brak
Ja widzę, że ten portal to się niedługo zmieni w kółko literackie...... :( :( :(



Re: Amok srebrnych torped (Wynik: 1)
przez Piwoniusz dnia 14-03-2007 o godz. 16:34:35
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć) http://www.wedkarski.piwoniusz.com
Mogę to widowisko sobie z łatwością wyobrazić. Od kilku lat, zawsze na początku lipca, jestem świadkiem podobnego w wykonaniu bassów. Zwykle biorę urlop w okolicy 4 Lipca bo to extra wolny dzień. Do tej pory był to zawsze jeden taki wieczór, kiedy jezioro ożywało od wyskakującej drobnicy. Te jeziora, które znam są zazwyczaj spokojne - nie ma tu wyskakujących ryb mimo dużej ilości drapieżników. Nie lubię tego spokoju. Na ten jeden wieczór zawsze niecierpliwie czekam. Woda zaczyna się gotować a drapieżniki z całej okolicy (włączając żółwie) zaczynają ucztę w stadzie narybku. Pamiętam jeden taki wieczór, kiedy na 20 rzutów mialem 20 brań. Atak następował w momencie zetknięcia przynęty z powierzchnią. Bassy były w takim amoku, że chwytały nawet błystki założone dla żartu, na które nigdy nic nie złowiłem. Trafiają się też wtedy 3-4 szczupaki ... wszystko z jednego miejsca o promieniu około 60-70 metrów. Trzeba uważać tylko na żółwie które kręcą się bez bojażni koło łodzi. Mają czasami wielkość miednicy i apetyt nawet na sygnet na palcu opłukiwanej dłoni.



Re: Amok srebrnych torped (Wynik: 1)
przez akabar dnia 14-03-2007 o godz. 17:30:31
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Bardzo fajne opowiadanko. Miło się czyta. Zazzdroszczę przeżyć.



Re: Amok srebrnych torped (Wynik: 1)
przez Megalodon dnia 14-03-2007 o godz. 22:28:01
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Niesamowicie wciągajaca lektura. Czyta się jednym tchem. Żerowanie drapieżników na skalę jaką opisałeś jest rzeczywiście rzadkim i emocjonującym widowiskiem. Pare razy w roku też mi się zdarza być świadkiem podobnego spektaklu, no ale wtedy lepiej nie wchodzić do wody. Pozdrawiam i gratuluje super ciekawego tekstu.



Re: Amok srebrnych torped (Wynik: 1)
przez fishmaniac dnia 15-03-2007 o godz. 12:54:41
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Jotes,coraz bardziej podobają mi się twoje opowiadanka...mają klimat:)Czekam na następne i pozdrawiam!



Re: Amok srebrnych torped (Wynik: 1)
przez Robert (gosia67600@aol.com) dnia 16-03-2007 o godz. 22:39:58
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Napisane z wielką pasja, świetnie sie czyta!



Re: Amok srebrnych torped (Wynik: 1)
przez legolas (legolas@poczta.onet.pl) dnia 20-03-2007 o godz. 22:41:27
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
...i wszystkie torpedy pływają!!!!!!!!!!!! prawdziwy łowca i piękny artykuł - chylę czoła!
gratulacje!


Pogawędki Wędkarskie - portal dla wszystkich wędkarzy!
Redakcyjna poczta: redakcja@pogawedki-wedkarskie.pl

Redakcja serwisu w składzie: Jarbas, Marek_b, -, -, -, -

Wszystkie teksty i zdjęcia opublikowane w portalu są utworami w rozumieniu prawa autorskiego i podlegają ochronie prawnej. Kopiowanie, powielanie, "crosslinking" i jakiekolwiek inne formy wykorzystywania cudzej własności intelektualnej i twórczej bez zgody właścicieli praw autorskich są zabronione prawem.

Wszelkie znaki towarowe są własnością ich prawowitych właścicieli, zaś ich użycie dozwolone jest wyłącznie po uzyskaniu zgody.

PHP-Nuke Copyright © 2004 by Francisco Burzi. license.
Tworzenie strony: 0.07 sekund :: Zapytania do SQL: 96