Czy wiesz, że...
Sandacz dojrzewa płciowo w wieku 2 – 3 lat. Samiec dojrzewa przeciętnie o rok wcześniej od samic. Tarło przypada na okres kwiecień – maj, gdy temp. wody osiąga 12 st. C.

Konto/logowanie
Members List ZAREJESTROWANI
 Ostatni Tobiasz
 Dzisiaj 0
 Wczoraj 0
 Wszyscy 4520

 UŻYTKOWNICY
 Goscie 3
 Zalogowani 0
 Wszyscy 3

Jesteœ anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikajšc tutaj

Jesteœ stałym użytkownikiem Pogawędek Wędkarskich - kliknij tutaj
aby zalogować się!

Na forum napisali
mario_z: Dzięki W niedzielę też pływałem ale czepiały same maluchy taki ...(109) Nov 06, @ 21:40:50

krzysztofCz: Nooo... Mariusz gratulacje. Ja wczoraj trochę popływałem po j. Ja ...(109) Nov 06, @ 09:02:29

mario_z: Dzisiaj w końcu się ruszyły, jeden 81 i kilka sześćdziesiątek ora ...(109) Nov 04, @ 21:34:41

Krzysztof46: Witaj !!! Tak ,bylem .Warunki swietne i jezioro szczupakowe .Szc ...(1008) Nov 02, @ 09:21:33

cezorator: I byłeś w tej Szwecji Krzyśku ? O!!! Czarek !!! Fajnie z ...(1008) Nov 01, @ 20:49:14

zabrze: k ...(1008) Nov 01, @ 16:24:28

lecek: ...(301) Oct 30, @ 14:07:48

lecek: Jest, jest, jest. Wieczorową porą przyjechał kurier. Podrzucił pr ...(301) Oct 30, @ 14:06:29

farti: Gdybyś potrzebował coś na wiosnę , nie czekaj z zamówieniem. k ...(301) Oct 24, @ 18:23:07

lecek: Czekałem do poniedziałku, aby ostatecznie "rozprawić" się ze skle ...(301) Oct 24, @ 11:25:59


Artykuły komentowali
farti w ''Znowu Ta Szwecja'': Nie mówię nie, dajcie znać wcześniej. Ale z drugiej strony obiecać tak na 10...
dzas w ''Znowu Ta Szwecja'': Się zapisujta chłopy na wyjazd 2018 i jedźta z nami! :) Będzie więcej gęb do...
Monk w ''Znowu Ta Szwecja'': Święte słowa Farti. Zacne towarzystwo, piękne widoki, rybna woda. Ech = gdzi...
farti w ''Znowu Ta Szwecja'': Przeglądałem 3x zdjęcia , czegoś mi brakowało. Po prostu zabrakło na nich mo...
darogryf w ''Znowu Ta Szwecja'': Krzysiu wielu schowało się pod blatem. i do kraju nie wrócili.
Darek w ''Znowu Ta Szwecja'': Gratuluję udanej wyprawy, tym bardziej że w tym roku Szwecja nie darzy rybam...
krzysztofCz w ''Znowu Ta Szwecja'': Tyko dla swoich, Kamil, tylko dla swoich... :-)
Tiur w ''Znowu Ta Szwecja'': a co to za skrót nad "nickami"??
jjjan w ''Znowu Ta Szwecja'': Jak miałeś dostać jak Cię nie było? Należy Ci się koszulka ale drogo wychodz...
krzysztofCz w ''Znowu Ta Szwecja'': Nie byłbym rzepem gdybym nie spytał dlaczego ja nie mam takiej koszulki tylk...

Rozmaitości
» Pomocnik
» Regulamin PW
» Przeszukiwanie zasobów
» Przeszukiwanie forum
» Łowca Okazów 2010
» Grand Prix Czatu
» Prognoza pogody
» Ośrodki i stanice wędkarskie
» Rejestracja łódki
» Interaktywne krzyżówki

Recenzje
· JAXON ZX MACHINE 400
· MacTronic NICHIA HLS-1NL2L
· TUBERTINI GORILLA UC4 FLUOROCARBON
· Daiwa Exceler Style F
· Namiot Fjord Nansen
· Mikado NSC Feeder
· Wędzisko Mikado NSC 360 Feeder Nanostructure
· Mistrall Bavaria 2,7
· żyłka DUAL BAND
· Mikado T-Rex Bolognese 600

Filmoteka
Sum 200cm

Dodał: avallone78
Dodany: 14th Feb 2011
Odsłon: 269
Ocena: 0.00 Ocen: 0

X targi Na Ryby ZAJAWKA

Dodał: jarecki74
Dodany: 19th Mar 2010
Odsłon: 194
Ocena: 1.00 Ocen: 1

Boleń Wojtka

Dodał: wojto-ryba
Dodany: 23rd Dec 2009
Odsłon: 229
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 5/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 397
Ocena: 5.00 Ocen: 4

Żerowanie karpi 4/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 280
Ocena: 5.00 Ocen: 2

Żerowanie karpi 3/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 306
Ocena: 4.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 2/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 269
Ocena: 5.00 Ocen: 1

Żerowanie karpi 1/5

Dodał: Marek_b
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 314
Ocena: 2.00 Ocen: 1

Sum Odrzański

Dodał: jarokowal
Dodany: 23rd Mar 2009
Odsłon: 610
Ocena: 5.00 Ocen: 3

Hol suma

Dodał: Marek_b
Dodany: 22nd Mar 2009
Odsłon: 480
Ocena: 5.00 Ocen: 3


Moje podlodówki
Opublikował 27-01-2005 o godz. 10:20:00 Docio
Bajania i gawędy Old_rysiu napisał

Wspominając czasy mojej młodości, mam przed oczami lata 70-te kiedy w Knurowie było sporo niezagospodarowanych stawów zwanych u nas "dzikimi". Jednym z najstarszych takich zapadlisk pogórniczych był staw zwany "Koksorem" albo inaczej "Za szlabanami" (szlaban - przejazd kolejowy strzeżony - to ta zamykana i otwierana zapora na drodze ).



Woda ta była już stara i podobno pływały tam ryby ze swastyką na ogonie. Ciągle zapadający się las po przeciwnej stronie czynił wodę coraz większą. Warunki do życia ryby miały wyśmienite. Od połowy stawu same zalane drzewa i krzaki. Początek tych zawad był na głębokości już 5 metrów. Od tego miejsca po sam las woda stopniowo się wypłycała. Dobre sto metrów dalej można było stanąć na brzegu. Lewa strona stawu poszerzała się w kierunku pól uprawnych. Wielka płycizna z lekko schodzącym dnem aż po te zaczepy podwodne sięgała również ponad 100 metrów. Tam brzegi były porośnięte moczarką kanadyjską. Niewielkie tylko oczka wolnej przestrzeni znaleźć można było daleko 80 m od brzegu. Głębokość wskazywała tam zaledwie 1 m. Prawa strona stawu była również trudną wędkarsko. Tam zatopione drzewa sięgały po sam brzeg. Staw w tamtym kierunku nie poszerzał się - zaporą była droga asfaltowa, co jakiś czas podnoszona.

Wędkarze łowili na tym stawie jedynie płocie, okonie, karasie i małe linki. Mało kto był właścicielem pontonu. Mało kto mógł się dobrać do miejsc, gdzie pośród niewielkich oczek, wśród zatopionych drzew tętniło życie ryb przez duże "R". Jednakową szansą dla wszystkich była zima. Skuta tafla lodowa zasypana śniegiem miała tyle wydeptanych ścieżek, że obcy wędkarz nie dałby rady rozpoznać te właściwe, do najlepszych otworów.

W okresie całej swojej młodości i później, tam właśnie wędkowałem zimą. Rozpoznane miejca w poprzednch sezonach sprawdzały się w następnych. Łowiliśmy wtedy płocie i okonki na robaczki czerwone, na serek topiony ze strzykawki a nawet na kawałki surowej słoniny. Na okonka stosowaliśmy tylko ołowiane oblanki z pojedynczym haczykiem, którym podrywało się na różnych głębokościach. Z roku na rok coraz nowsze techniki i sposoby na okonia i płoć dawały coraz większe możliwości. Nawet jak oblanka została zerwana jakimś cięższym targnięciem, zwalano winę na zaczepy, których nikt tak do końca nie był w stanie zidentyfikować. W WW pisano już o mormyszce, ale jakoś nikt nie chciał uwierzyć, że na taki paproszek ołowiany skusi się płoć czy nawet okonek.

Jeździłem sobie tak na te rybki, aż poznałem nowego wędkarza, który pokazał się na lodzie. Od słowa do słowa okazało się, że przyjechał na kopalnię pracować. Był z dalekiego wschodu Polski. Przyglądał się moim wyczynom i pokazał mi pierwszy raz kiwok. Roześmiałem się tylko i życzyłem mu powodzenia. Okoń owszem, może się i skusi, ale żeby płoć? Już po niecałej godzinie Kaziu przychodzi do mnie i pokazuje spore płocie. Zaniemówiłem. On jednak się uśmiechnął i zaproponował lekcje zimowego kiwoka. Jego własnoręcznie robione mormyszki były takie dziwaczne, że nie mogłem sobie wyobrazić powodzenia.

Pierwszą rzeczą, którą mi zamontował, była zwykła sprężynka z automatycznego długopisu. Montaż był bardzo prosty. Przez przelotkę szczytową, poprowadził kawałek wzdłużnie obciętego bambusa. Plastrem skleił go do wędeczki wystawiając zaledwie koniuszek poza szczytówkę. Na ten koniuszek nawlekł sprężynkę. Pierwszy zwój sprężynki od szczytówki załamał w dół odsadzając ją równolegle do kija. Teraz miałem nową przelotkę - elastyczną i miękką. Muszę przyznać, że sporo połowiliśmy na ten wynalazek. Jednak z roku na rok było gorzej.

Przyszedł czas na wybór ryby. Teraz już trzeba było w domu się zdecydować - płoć albo okoń. Okonie to następny wynalazek. Trzeba było wrócić do oblanek. Wabie musiały być cięższe, musiały szybko schodzić do głebokości 5-6 metrów, tuż przed pasem zaczepów. Pociągnięcia wabiem były teraz bardzo krótkie i bardziej delikatne. Tuż nad dnem. Można tak było łowić dzięki jednej tylko zmianie. Małej kropelce farby fosforowej na naszym wabiu. Teraz wab nie musiał burzyć podwodnej wody, robić silne drgania. Teraz ryba miała zobaczyć skaczącą iskierkę, naświetloną silnym światłem białego śniegu. Minuta podskoków i mrugnięć oczkiem i powoli do góry. Tam chwila naświetlenia i znowu szybko na dno. Ciemna głębia ożyła. Zaczęła się era dłubania garbusków.

Nic tak nie wnerwia człowieka jak czekanie na spławik, kiedy on przyjmie swoją pozycję na tafli wody w otworze lodowym. Kierowanie się w coraz głębsze tereny, w poszukiwaniu dorodnych płoci, musiało zmienić system łowienia. Na głębokosci 6 m mały spławiczek 0,5 g długo czekał, aż obciążenie go wyprostuje. Trzeba to było zmienić. Czas na lodowe wędkowanie jest o wiele krótszy od letniego łowienia, a tu jeszcze czekaj zanim przynęta dotrze na miejsce. Zestaw z podwójnym spławikiem rozwiązał problemy. Teraz wędeczka wygladała trochę inaczej. Haczyk, maleńki ołów doważający spławik 0,5g, 20 cm przerwa, znowu ołów doważajacy spławik 1,5 a nawet 2 g, długa przerwa - zależna od głębokości łowiska, spławik 1,5 lub 2 g zaczepiony na stałe, na górze antenki i dolnym kilu, znowu przerwa długości grubości lodu plus 20 cm i na końcu malutki spławiczek 0,5 g. Tak - dwa spławiczki na jednej wędeczce. Ciężkie obciążenie ciężkiego spławika, szybko podawało przynętę na wytypowane miejsce, potem ostatni etap powolnego opadania przynęty i doważanie spławika najmniejszego, górnego. No i mieliśmy głeboki i bardzo czuły zestaw na bardzo delikatne brania.

Skończyło się łowienie 17 cm płoteczek w pasie przybrzeżnym. Teraz łowiliśmy płocie 30 cm i większe na głębokościach 5-6 m. To było szybkie łowienie. Zamiast 2-3 sztuk dorodnych płoci na lód lądowało ich 15 a nawet więcej. Działo się tak jednak wtedy, gdy zrozumieliśmy, że tutaj na wodzie spokojnej, bezdopływowej, też jest ruch wody. Że nasza zanęta zanim dobije do dna jest oddalona o 2 a nawet 3 metry. Połów płoci był już uzależniony od podajnika zanęty. Co pół godziny na sznurku spuszana była blaszana skrzyneczka o dnie wypukłym, która po dotarciu do dna przewracała ją samoczynnie. Delikatne ruchy, aby podmuch wody nie oddalił zanęty zbyt daleko, czyścił tę skrzyneczkę. Z biegiem czasu coraz to wyższą by pomieściła więcej zanęty i nie trzeba było ją przewracać na dnie kilkakrotnie.

Długo jeszcze korzystałem z tych technik nie tylko na stawie "Za szlabanami". Świecące oczko na oblance łowiło okonie na Pławnowicach, na głebokości 12 m. Podwójny spławik ciągnął leszcze na zbiorniku Pniowiec i Gzel w Rybniku. Cieszyłem się długo wędkowaniem zimowym, aż przyszedł czas, że zimno przeszyło mnie do szpiku kości. Zostawiłem cały zimowy sprzęt na lodzie i udałem się do samochodu. Od tego czasu sezon zaczynam wiosną a kończę jesienią.

Old_rysiu


 
Pokrewne linki
· Więcej o Bajania i gawędy
· Napisane przez Docio


Najczęœciej czytany artykuł o Bajania i gawędy:
List wędkarza


Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku

 Wyœlij ten artykuł do znajomych Wyœlij ten artykuł do znajomych


Komentarze sš własnoœciš ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialnoœci za ich treœć.

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Moje podlodówki (Wynik: 1)
przez kaczor dnia 27-01-2005 o godz. 10:51:28
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Fajne wspomnienie, ciekawe czy istnieje do dzisiaj to zadrzewione jeziorko?



Re: Moje podlodówki (Wynik: 1)
przez robert67 (szczupak67@msn.com) dnia 29-01-2005 o godz. 13:38:02
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Gdzie te czasy !!!!Kiedy"z nosa wisial smark":-),buty przemokly a stopy mialy teperature podloza.Rece mialy kolor czerwonego buraka,na wasach(mialem)wisialy sople.:-))).Nigdy tego nie zapomne.A jak mi tego brak???Pamietam swoje pierwsze"mormyszki"szkoda ze sie nie zachowaly:-( "Wykonalem" je z jakichs czesci po mech.budziku bo byly mosiezne(ten kolor + miedz liczyly sie najbardziej).Pokraki to byly straszne ale lowne nie wiedziec czemu:-)).Dopiero kiedy moj tesc"dziadek" zabral mnie ze soba na Swiniec zaczolem robic mormyszki i wszelakiej masci inne przynety.Cyny i miedzi bylo w domu dostatek:-)))(w koncu "zebralem" za dziury w meblach bo atelier w tych ani obecnych czasach nie posiadalem:-)).)Metody (zwlaszcza ta z podwojnym splawikiem )zrobily mi spory zamet w glowie nie mam pojecia jak taki zestaw wyglada a tym bardzie jak go zwijac i "wodowac".Niczego podobnego w naszym regionie nie stosowano,przynajmnie za mojej bytnosci w kraju.Naj bardziej powszechne bylo mimo wszystko lowienie na sztuczne przynety.Moze kiedys bedzie okazja ze pojedziemy na lod razem i zmontujesz mi taki zestaw:-)).Pozdrowienia.Robert.



Re: Moje podlodówki (Wynik: 1)
przez Pawel_K dnia 01-02-2005 o godz. 14:17:23
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Ależ mi się miło czytało ... Naprawdę opowiadanie z klimatem. Niby bardziej o sprzęcie i metodach, ale czuło się atmosferę wielkich łowów, podchodów.

Szkoda, że już nie możesz wybierać się na lód. Czy są jakieś szanse na to, żeby się to zmieniło?

Ja jeszcze nigdy nie łowiłem spod lodu, chociaż zdarzyło się kilka razy popatrzeć na łowców ...



Re: Moje podlodówki (Wynik: 1)
przez salmiak (freezbe@op.pl) dnia 03-02-2005 o godz. 13:00:43
(Informacje o użytkowniku | Wyœlij wiadomoœć)
Kiedy tak czytam oldi te twoje wszystkie wspomnienia zawsze mam nie odparte wrażenie że urodziłem się za późno........


Pogawędki Wędkarskie - portal dla wszystkich wędkarzy!
Redakcyjna poczta: redakcja@pogawedki-wedkarskie.pl

Redakcja serwisu w składzie: Jarbas, Marek_b, -, -, -, -

Wszystkie teksty i zdjęcia opublikowane w portalu są utworami w rozumieniu prawa autorskiego i podlegają ochronie prawnej. Kopiowanie, powielanie, "crosslinking" i jakiekolwiek inne formy wykorzystywania cudzej własności intelektualnej i twórczej bez zgody właścicieli praw autorskich są zabronione prawem.

Wszelkie znaki towarowe są własnością ich prawowitych właścicieli, zaś ich użycie dozwolone jest wyłącznie po uzyskaniu zgody.

PHP-Nuke Copyright © 2004 by Francisco Burzi. license.
Tworzenie strony: 0.05 sekund :: Zapytania do SQL: 74